Welcome to the jungle

Kolejny dzień na Koh Samui. Przyzwyczailiśmy się już do nowych warunków w jakich spędzaliśmy właśnie wakacje. Był jeden czy dwa dni, w których troszkę się leniliśmy tzn. nie chodziliśmy nigdzie daleko. Kręciliśmy się po okolicy, pływaliśmy i po prostu cieszyliśmy się słońcem i samą obecnością w Azji. Był to pierwszy tydzień w Tajlandii, przed nami do pokonania jeszcze sporo kilometrów, a Kacper powinien w końcu wyzdrowieć. Oprócz odpoczynku i specyfiku z apteki, pomogły w tym też gorące zupy na mięsnym wywarze z warzywami.

Pełni sił i energii, wybraliśmy się skuterem do Namuang Waterfall. Z głównej drogi skręciliśmy w mniejszą, wzdłuż której znajdowały się typowe tajskie chatki i różne plantacje. Droga doprowadziła nas do miejsca, gdzie był postój skuterów. Tu rozpoczęliśmy pieszy spacer. Jednak nie wszyscy szli o własnych nogach… Obok parkingu, znajduje się mały sklep, bar i Namuang Safari Park.

Kiedy dowiedziałam się, że będą w Tajlandii pomyślałam: Super, zobaczę słonie! I zobaczyłam słonie, które na swoich plecach w koszach wożą ludzi. To prawda, słoń to wielkie zwierze, ale bardzo delikatne i jego plecy nie są stworzone do tego by wozić leniwych turystów. W Internecie jest mnóstwo wpisów, dyskusji i opinii na temat tego typu miejsc i traktowania słoni. Ja rozumiem, że to biznes, taka kultura, rozrywka… Ale naczytałam się też, w jaki sposób słonie są zmuszane by być posłuszne i wozić tyłki turystom. Tu nie będę tego opisywać, ale kto nie słyszał, polecam sprawdzić czym jest phajaan. Ludzie powinni być bardziej świadomi do czego się przyczyniają. Ja bardzo żałuję, że nie byliśmy w sierocińcu dla słoni, gdzie można go wykąpać czy nakarmić te zwierzęta.

Zszokowani (ja ze łzami w oczach) ruszyliśmy do wodospadu. Do naszego docelowego punktu prowadziła trochę stroma betonowa droga. Można też było wjechać terenowym samochodem, ale co to za frajda? Było bardzo, bardzo gorąco, dookoła las, dżungla, wokół odgłosy ptaków. Dalej była „brama”, gdzie w zamian za 50 baht można było wejść na teren wodospadu. Kawałek dalej był Namuang Waterfall 2. Ale to nie koniec! Teraz przed nami była trudniejsza droga, stroma, piaszczysta, pełna korzeni i kamieni. Polecam wziąć zapas wody i dobre obuwie, na pewno nie japonki 😛 Przeszliśmy przez kilka dużych, śliskich głazów ułożonych w wodzie i byliśmy pod Namuang Waterfall 1.

20170912_14304020170912_140939 20170912_140955

Wodospad robi wrażenie! Piękny widok na dżunglę i mniejszy wodospad. Fajne miejsce, bo było tylko kilku turystów. Większość chyba rezygnuje patrząc na drogę, którą trzeba się tam dostać. Ale ta wymagająca droga, jest warta takich widoków! Pod wodospadem można się schłodzić w krystalicznej wodzie 😉

20170912_140740

Wycieczka trwała kilka godzin ale był to świetnie spędzony czas. Niesamowite widoki i kolejne piękne wspomnienie 😉

20170912_143632

Reklamy

21 myśli w temacie “Welcome to the jungle

  1. Leniwi turyści… Złoszczą mnie takie sytuacje w przeróżnych miejscach, do których trafiam!
    A wodospad, masz rację. Trudne drogi zwykle kryją fantastyczne miejsca 🙂 Może dlatego, że nie każdy jest w stanie tam dotrzeć (patrz: leniwi turyści) i zachowują swoje naturalne piękno 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  2. Zazdroszczę takiej wyprawy! Cudowne miejsce i wspomnienia na zawsze. Szczerze jakoś nie miałam pojęcia o tym jakie warunki mają te biedne pracujące słonie.. Zawsze tak jest, że wykorzystuje się zwierzęta do upadłego tylko dla zarobku na mniej lub bardziej świadomych turystach 😦

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s